
Gdy dowiedzialam sie o orzechowym szalenstwie zainspirowanym przez Ele wiedzialam ze musze uzyc przepisu Komarki na moj ulubiony slodki chlebek daktylowo-orzechowy. Jego zapach podczas pieczenia jest po prostu zniewalajacy, a smak temu oczywiscie dorownuje. Najlepiej smakuje z maslem lub serkiem, na sniadanko, do kawki lub na deserek. Ja go wcinam do momentu az pozostaja same okruszki. Najprawde polecam, jest dosyc ekonomiczny, a najnudniejsza czescia w jego wykonaniu jest wyskubywanie pestek i krojenie daktyli. Boski slodkawy smak i zapach chlebka wynagradza te klejace paluchy z hakiem. Powodzenia!

Cytuje za Komarka:
Chlebek daktylowo-orzechowy:
Skladniki:
140 g mąki wymieszanej z łyżeczką proszku do pieczenia,
1/4 łyżeczki soli,
0.5 łyżeczka mielonego imbiru,
225 g suszonych, posiekanych daktyli,
1 łyżeczka sody oczyszonej,
1 jajko,
1 łyżka miękkiego masła,
150 ml wrzącej wody,
115 g posiekanych orzechów (u mnie włoskie)
Sposob wykonania:
Daktyle wymieszać z sodą oczyszczoną, zalać wrzątkiem i odstawić na 5 minut. Jajko lekko roztrzepać i dodać do daktyli razem z masłem i mąką z proszkiem do pieczenia i imbirem. Dokładnie wymieszać drewnianą łyżką. Dodać orzechy.
Małą blachę-keksówkę (o wymiarach mniej więcej 10 x 20 cm, choć ja i tak piekłam w większej i po prostu ciasto było niższe) wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia tak by po obu stronach wystawał ok. 2 cm poza brzeg formy i jeszcze raz natłuścić. Przełożyć ciasto. Piec ok. godziny w temperaturze 160 stopni.