czwartek, 6 listopada 2008

Kartacze




Jakie znowu kartacze???!!!, zawsze pyta mnie moja przyjaciolka z Warszawy. To pyzy z miesem- i klotnia gotowa, bo pyzy to pyzy a kartacze to kartacze, no moze nie zupelnie bo kartacze to takie wielkie pyzy, wiec nadal sie z psiapsiolka kochamy. Musialam zatem troche poszperac w internecie by dowiedziec sie o tej potrawie i w dopiero wtedy stanac w szrankach kulinarnych blogowiczow i blogowiczek bioracych udzial w zabawie zorganizowanej przez Irene i Andrzeja- gotujemy po polsku.
Wracajac do kartaczy to potrawa ta wywodzi sie z Litwy i jest tez nazywana cepelinami, a w Polsce na stale gosci na stolach Podlasia, i na moim lizbonskim rowniez. Przygotowuje sie ja z ziemniakow, miesa, i suto podlana smazona cebulka i boczkiem. Wspaniale komponuje sie z surowka z kiszonej kapusty.
Dla ciekawosci dodam ze co roku w Goldapi organizowane sa zawody w jedzeniu kartaczy.

Kartacze

Skladniki: na 8-10 kartaczy
10 duzych ziemniakow, obranych wymytych i startych
3 duze ziemniaki obrane, wymyte, osolone, ugotowane i "utluczone" na purre
300g miesa mielonego- ja uzywam wieprzowiny
jajko
1 bulka, moze byc czerstwa
cebula
pieprz, sol

Sposob wykonania:

Mieso przyprawic jak na kotlety mielone, czyli: dodac cale jajko, namoczona wczesniej i odcisnieta bulke, starkowana lub pokrojona w kostke cebule, sol pieprz do smaku.
Wstawic na gaz najwiekszy garnek jaki jest dostepny w domu z osolona woda.
Starte ziemniaki odcisnac bardzo mocno przez pieluche tetrowa, lub gaze, zachowujac do garnka/miski sok. Do suchej masy ziemniaczanej dodac ostudzone (!) purre ziemniaczane i dobrze wymieszac. Z soku odlac wode i pozostawic tylko biala czesc osiadla na dnie- skrobie. Wykorzystac tylko pol, zalac ja odrobina wrzatku, wymieszac i dodac do masy ziemniaczanej. Dobrze wszystko wymieszac (masa jest lekko lepiaca) a nastepnie tworzyc na dloni placek, nalozyc miesa i dokladnie zlepic. Miesa nie moze byc zbyt duzo gdyz kartacze podczas gotowania popekaja. Przed wrzuceniem do wrzatku kartacze mozna wygladzic lekko zwilzonymi dlonmi. Gotowac 45 min namalym ogniu. Na talezu podlac smazona cebulka (mona dodac boczus). Z reszty miesa posmazyc kotlety.

Na nastepny dzien kartacze moga bym pokrojone w plastry i usmazone na oleju. Py_cho-ta. Zazwyczaj sie zastanawiam ktora wersja lepiej mi smakuje i nigdy nie moge zdecydowac.

21 komentarzy:

Małgosia.dz pisze...

Agatko, zapakuj w ogromny słój, zawekuj i przyślij do mnie mega - ekspresem! :)) Zjem wszystkie do ostatniego kęsa! Uwielbiam, uwielbiam kartacze! Pyzy też, ale kartacze są na pierwszym miejscu. I jak dla mnie, te dwa dania to nie to samo, więc całym sercem jestem z Tobą! :) Mamy rodzinę mieszkającą na wschodniej ścianie Polski...mój Boże! jakież oni kartacze robią! Kiedyś próbowałam swoich sił, ale odniosłam wielką porażkę, wszystkie kartacze (do ostatniej sztuki) koncertowo rozgotowały się na zupę.:( Może kiedyś znów się odważę...

Anonimowy pisze...

Kocham kartacze ! Moja mama z Wilna robi jest często !!!!
Pozdrowienia, porciak.

Agata pisze...

Malgosiu, widze ze naprawde palasz miloscia do kartaczy- tak jak ja i moja cora, bo maz Portugalczyk nawet nie spojrzy. Sorry ni przeslalam bo zostaly wchloniete bardzo szybko. Czasami jakis kartacz i dla mnie peknie ale tylko traci na estetyce do smakowo jest nadal swietny:)) Jak odwazysz sie zrobic to daj znac!! Pamietaj o dodaniu skrobi pozostalej po ziemniakach i nie pakowaniu zbyt duzej ilosci mieska. Trzymam kciuki.

Porciak: A zona Ci nie gotuje kartaczy?! Tak sobie zartuje, bo Agnieszka to przeciez kuchareczka nad kuchareczkami. Napewno te wilenskie sa znacznie lepsze niz moje.

Anonimowy pisze...

Na kartacze zawsze jezdzimy do Polski. To juz prawie tradycja.
Co do Agnieszki: masz racje.
Porciak.

leloop pisze...

odwazylam sie i zrobilam, po raz pierwszy :) ciasto mi sie wcale nie kleilo, zobaczymy sie co powie wieczorem moja francuska rodzina ale oni lubia wszystko co kluchowate made in Poland ;)
jezeli moge doradzic Malgosi, poniewaz nie bylam pewna rezultatu, pierwszego malutkiego kartacza ugotowalam bez miesa, troche go ubylo wiec do reszty dodalam troche maki ziemniaczanej (chyba nie grzech ;)) reszta juz z nadzieniem, OK . nastepnym razem sprobuje z jajkiem.
a co do sporu, to prawda chyba lezy jak zwykle posrodku. Moja mama pochodzi z miejscowosci, ktora lezy w rownej odleglosci i od W-wy i od Podlasia( to ponoc stamtad kartacze ) i ona nazywa je rowniez "pyzy z miesem" :}. moze dlatego, ze pyzy robi sie z surowych ziemniakow a do zeppelinow dodaje i make i jajko. zwal jak zwal, wazne ze smaczne :)))
pozdrawiam

Małgosia.dz pisze...

Bo ja myślę, że tutaj dużą rolę odgrywa rodzaj użytego ziemniaka. A z tymi mam zwykle problem... Nigdy nie wiem, czy te które kupiłam, to mączyste (te byłyby idealne), czy zwarte, sałatkowe... A na targu, gdzie robię zakupy, gdy się pytam: czy te ziemniaki są mączyste - słyszę odpowiedź "tak". Następnego dnia pytam o te same ziemniaki: czy to jest rodzaj nierozpadający się, sałatkowy? i też słyszę odpowiedź "tak"... Załamać się można, prawda? ;-)

leloop pisze...

Kartacze przeszly pomyslnie probe wieczorna ;), znaczy sie moge robic nie tylko dla siebie byly w wersji odsmazanej i tak chyba wolimy :)
Malgosiu, to jasne gatunek ziemniaka ma ogromne znaczenie, sprobuj moze dowiedziec sie jakie konkretnie gatunki sprzedaja na rynku i wtedy bedziesz miala jasnosc. gorzej bedzie jak sprzedawca bedzie podawal codziennie inna wersje, wtedy trzeba bedzie poszukac innego :}
z tego co pamietam mieszkasz w Gdansku, robisz zakupy na rynku przy Sw.Mikolaju ? ... ech, stare, dobre czasy :)

Agata pisze...

leloop, fajnie ze masz taka wyrozumiala rodzine co do kluchowatych polskich stworow kulinarnych. U mnie jak na razie tylko corka, ale syna juz zaczelam szkolic- ma roczek:))
Ja mysle ze te portugalskie ziemniaki sa jakies super hiper maczyste bo ciasto bylo dosyc klejace. Niestety nie mam nawet kogo zapytac o stopien "maczystosci" bo na moje nieszczescie nabywam wszystkie warzywa i owoce w supermarkecie. Ah jak mi teskno do wypraw na rynek:)) To co Malgosia?? Kiedy gotujesz kartacze?

Małgosia.dz pisze...

Agatka, no muszę się jakoś wziąć w garść. A naprawdę po ostatniej kartaczowej porażce nie jest mi łatwo.;-) Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, więc jak pomyślę, że znów może się tak zdarzyć, że wszystko pójdzie do wc... W każdym razie najpierw koniecznie muszę przeprowadzić ziemniaczane śledztwo. Jak wyśledzę te odpowiednie, to będę próbować. :)

Leloop! TAK!:) Właśnie tam robię zakupy! Dużo się tam zmieniło w ciągu ostatnich 10 lat...:) Hihi, no proszę, jaki ten świat mały się wydaje.... Krajana w necie się dzisiaj spotyka. :)

A co do gatunków ziemniaków, to naprawdę załamać się można. Słuchajcie, ostatnio na jednym ze straganów ucięłam pogawędkę ze sprzedwawczynią i ta w przypływie szczerości powiedziała, że obecnie wszystkie opisy ziemniaków na straganie są totalnie do bani, niezgodne z prawdą... Pojawiło się bowiem mnóstwo różnych nowych odmian, a ponieważ polski klient jest bardzo zachowawczy i nie lubi nowości (bo ich nie zna), więc sprzedawcy wystawiają towar (w tym wypadku ziemniaki) odmiany X, a opisują go np. "Irga", bo to odmiana, którą wszyscy dobrze znają. Wszystko po to, by nie spadła sprzedaż... Niezły paradoks, co?

leloop pisze...

no tak, moglam sie czegos takiego spodziewac, chociaz pani straganiarka uczciwie sie przyznala do szahrajstwa :} we Francji ziemniaki sprzedawane nawet w suprmarketach maja obowiazek miec podana nazwe, klase i nawet, z ktorego rejonu pochodza (przeciez zaden szanujacy sie Bretonczyk nie kupi pyr spod Paryza ;)). wtedy klient juz sobie sam dospiewa, jesli go to interesuje, jakiego rodzaju sa to ziemniaki. co nie zmienia faktu, ze wiekszosc tych odmian jest beznadziejna w smaku :(, lepiej sobie samemu urosc ;)
a wracajac do naszego krajanstwa to nie tylko my ale i Agnieszka znad Atlantyku przeciez tez Gdanszczanka :))) pozdrawiam (i Gdansk przy okazji) oraz autorke bloga, bo sobie tak na jej podwworku plotkujemy :)

Agata pisze...

A sobie plotkujcie kochane, a ja zawsze moge sie czegos nowego dowiedziec. W tym wypadku moze o ziemniakach albo o tym ze moja sasiadka z Porto, Agnieszka pochodzi z Gdanska:))

Małgosia.dz pisze...

To jeśli Agata nie ma nic przeciwko, to tylko dodam, że oczywiście wiem o tym, że i Agnieszka Gdańszczanka! No ba! :)

Anna pisze...

W mojej starej Galicji nazywaly sie po prostu kluskami z surowych ziemniakow! Gotowane z reguly bez miesnego srodka, podawane z duza iloscia masla, twarozku, smietany lub boczku smazonego. No i oczywiscie warunkowo z kilkoma lyzkami gestej wody, w ktorej sie gotowaly! Ten sam kraj a tak odrebne sposoby!
Pozdrawiam,

Agnieszka pisze...

No, ba. Powiem Wam tak po cichutku, że nawet to same liceum z Małgosią kończyłyśmy. A że się wszystkie cztery (Leloop, Małgosia, Agata i ja ) jeszcze nigdy na żywo nie widziałyśmy to już znak tych dziwnych netowych czasów.

Bardzo tu swojsko u Ciebie Agata, nawet mój mąż sie przyplątał i dosiósł mi, że tu o mnie sobie pogaduszki ucinacie.;)

A kartacze moja teściowa robi takie dobre, że ja się nawet do nich nie przymierzam, żeby klęski sromotnej nie ponieść. Ona ma jednak trochę inny przepis - robi je tylko z surowych ziemniaków, potem są jakieś wykręcania przez kuchenne ścierki, żeby się nadmiaru płynu pozbyć. Gotuje je w bulionie i potem nim polane ląduja na stole. Wielkość mają strusich jaj, więc od lat trwają rodzinne konkursy, kto ich więcej zje. Aktualny rekord należy do męża Maćka siostry, który pożarł ich 11. ;)

Małgosia.dz pisze...

Nie nooo..., 11 kartaczowych strusich jaj to bym nie pożarła. Myślałam, że nie mam przeciwników w tej dziedzinie, ale przy takiej ilości to jednak wymiękam... ;-)

Agata pisze...

To ja tez czolo chyle, bo tyle bym nie zmeczyla.

Agnieszko, ja nadal mam cicha nadzieje ze jednak nastapi taki dzien kiedy sie poznamy w realnym swiecie. A Maciek co jakis czas "wpada" i cos tam skrobnia, no i fajnie!

Anno, witaj. Taka wersja kluskowa tez mi odpowiada, bo ja juz jestem taka kluskowa maniaczka:)))

Anonimowy pisze...

Nie wiem jak dziala to cale blogowanie i udzielanie sie na forum bo nigdy tego nie robilam, ale skusilyscie mnie smakiem kartaczy ;o) Trafilam tutaj przechodzac przez rozne links, zaczynajac od Agnieszki kuchni i Jej rodziny zdjecia z roznych podrozy (WOW! A ja myslalam, ze robie calkiem ladne zdjecia! Padam do nog!). Hmm.. wracajac do tematu kartaczy! Agata! Ja tez pochodze z Mazur (Olecko) i moja mama-zawodowa kucharka robila je z surowych ziemniakow - tak jak tesciowa Agnieszki. I to tez moje ulubine danie kluskowate z Polski. Sama nigdy nie pofatygowalam sie do zrobienia bo moj maz nigdy nie tknalby sie tego. Moze teraz sprobuje pewnego pieknego dnia ale chyba poprosze mame o przepis. Agnieszka (Canada)

Agata pisze...

Witaj Agnieszko, ciesze sie za az tutaj zawedrowalas. To prawda, Agnieszka zwala z nog przepisami a zwlaszcza zdjeciami i w ododatku jest przemila osoba (musze sie pochwalic ze poznalam ja osobiscie, dzieki wlasnie blogowaniu).
Ale swiat internetowy jest maly:) ja pochodze z Elku, czyli malutki rzucik beretem od Olecka.
Agnieszko, powinnas przelamac opory i sprobowac ugotowac kartacze (zawsze mozesz kilka zamrozic jak maz sie wykrzywi na ich widok). Bede trzymac kciuki i mam nadzieje ze bedziesz tu czesciej zagladac. Goraco pozdrawiam. agata

Anonimowy pisze...

U nas (w Świętokrzyskiem) nazywamy je Byki, a nie Kartacze. Ludzie w akademiku w Toruniu dziwnie na mnie zawsze patrzyli jak je jadłam i pytali sie co to za jakieś kamyki jem ;).

Anonimowy pisze...

Chyba trochę za mało tego mięsa, powinno być raczej 300g bo z 30g to ciężko może być

Agata pisze...

no tak..juz poprawilam. mialy byc dekagramy ;)dziekuje